Archiwum imprez | 2004 | 5a. X Nadbałtyckie Lato | RelacjaESTONIA I RYGA 5a. Warszawa, Dorpat (Tartu), Lääniste, Alatskivi - Pejpus - Rakvere - Palmse - Turbuneeme nad Zatoką Fińską w Parku Narodowym Lahemaa, Kolga - Viru raba - Jägala juga - Maardu - Saha - Keila-Joa - Jägala juga, Tallin - Jägala juga, Parnawa - Gauja na Łotwie, Ryga, Warszawa 14 - 22.08.2004 prowadzący: Jan Kramek
PEREGRYNACYA UCIESZNA WIELCE mobilną y pospieszną komunikacyją uczyniona Ku pocieszeniu serc y na chwałę protektorów naszych przez Adalbertusa opisana Civitas Radomiensis AD2004
Przez ziemie Estów i Liwów Tekst napisany przez Wojciecha Federowicza, a następnie za jego zgodą uzupełnionych przez Jana Kramka (innym kolorem).
15 sierpnia, niedziela - dojazd do Lääniste Upojna noc w autokarze. Trasa przejazdu częściowo znana z wcześniejszych wyjazdów: Warszawa – Brok – Białystok – Suwałki – Budzisko – Kowno – Poniewież – Bauska – Ryga – Valmiera – Valka – Dorpat. Granica polsko-litewska o 22.00, litewsko-łotewska o 2.30, łotewsko-estońska o 6.30. Granicę z Estonią przekraczamy w Walce, miasteczku o tyle ciekawym, że jest podzielone pomiędzy Estonię i Łotwę. Granicą jest niska barierka rozdzielająca ulice, skwerki i chodnik od trawnika lub chodnik od ulicy. Estonia – jeszcze mniej ludzi niż na Łotwie. Dojeżdżamy do Dorpatu, czyli dzisiejszego Tartu. Stare miasto uniwersyteckie, to tutaj funkcjonował jedyny w imperium carów uniwersytet z niemieckim językiem wykładowym, na którym studiowało wielu Polaków. W Dorpacie piękna pogoda, zajeżdżamy przed centrum handlowe z marketem Maxim, ale nikt nie ma lokalnej waluty, więc ograniczamy się do wałęsania się i sprawdzania poziomu cen. A te nie są zachęcające, generalnie jest nieco drożej niż w Polsce. Nie możemy przejechać przez centrum miasta z przyczepą na kajaki, więc pozostaje nam przedzierać się opłotkami, znajdując obwodnicę wyprowadzającą na wschód, w kierunku jeziora Pejpus. Wygodnymi drogami docieramy do maleńkiej wioski Lääniste nad rzeką Ahja. Tam spotykamy się z jednym z członków grupy kajakowej, która przez dwa tygodnie płynęła rzekami Pedja i Ema. Docieramy polną drogą na uroczą łąkę nad rzeką. Wokół kilka domów letniskowych, gospodarze sympatyczni, wydaje się, że wszyscy są Rosjanami. Rozbijamy namioty obok już założonego miasteczka namiotowego. Teraz nasze obozowisko wygląda bardzo profesjonalnie. W programie słodkie lenistwo, właściwie trzeba się dużo namęczyć, aby wymyślić coś sensownego do roboty w tym odosobnionym miejscu i w takim upale jak dziś. Wybieram się na spacer po okolicy. Ciekawostką jest fakt, że pomimo zwartych kompleksów leśnych otaczających praktycznie wszystkie siedziby ludzkie, brak tu ścieżek leśnych, wędrówka więc ograniczona jest do dróg szutrowych i asfaltowych. W Lääniste jest zaledwie kilka gospodarstw, ale zabudowań więcej, bo wiele opuszczonych domów chyba nie doczeka się już zasiedlenia. Wieczorem nadchodzą chmury, ale wieje silny wiatr, więc chyba nie wróży to jakiegoś szczególnie długiego okresu niepogody. Ognisko udaje się jednak rozpalić, wszyscy karnie gromadzą się wokół ognia. Dowiadujemy się w zarysach jakie plany na jutro, co możemy jeszcze zobaczyć w Estonii. A ponieważ wszyscy jesteśmy tutaj pierwszy raz w życiu, więc tym ciekawsze będzie to odkrywanie ziemi Estów.
16 sierpnia, poniedziałek - Alatskivi - Pejpus - Rakvere - Palmse - Turbuneemenad Zatoką Fińską w Parku Narodowym Lahemaa No tak, zaczyna się zaiste wakacyjnie, pobudka o 6 rano, aby zdążyć złożyć namioty i zjeść śniadanie, a potem już o 8 ruszyć przed siebie. Pogoda wspaniała, bardzo ciepło, chociaż wieje ożywczy wiatr. Nasz autokar radzi sobie nieźle, pomimo że obciążony jest przyczepą z kajakami. Jedziemy trasą Lääniste – Alatskivi – Kallaste – Rakvere – Palmse – Viiniste. Drogi doskonale utrzymane i oznakowane. Wiele dobrze wyznaczonych tras rowerowych, na każdym najmniejszym skrzyżowaniu słupki z drogowskazami dla rowerzystów. Nikt niczego nie kradnie, nie zamalowuje napisów, nie niszczy. A przecież tyle aluminium i stali się marnuje... W Alatskivi 1) zatrzymujemy się w parku okalającym pałac, widzimy młodzież porządkującą trawniki, grabiącą liście. Widać troskę o otoczenie i krajobraz. Znowu wiele ścieżek rowerowych znakomicie utrzymanych oraz oznakowanych, zaczynamy zazdrościć Estończykom. Nad jezioro Pejpus 2) (Rosjanie nazywają je Czudzkie) docieramy w wiosce Kallaste. Drewniana zabudowa i widok cerkwi każe domyślać się, że są to okolice zamieszkane przez ludność rosyjską. Pejpus jest czwartym co do wielkości jeziorem w Europie, drugi brzeg należy już do Rosji i jest odległy o 30-50 km. Wybrzeże jeziora wysokie, klifowe, kamieniste. Wspaniałe miejsca widokowe, raj dla amatorów fotografii krajobrazowej. Docieramy do Rakvere 3), sporego jak na warunki estońskie miasta. Autokar zostaje na parkingu, my ruszamy zwiedzać miasto. Rynek jest niezwykle piękny, wszędzie nowoczesne budynki handlowe i administracyjne, sam sposób zagospodarowania rynku to majstersztyk, są tu ciekawe formy małej architektury, a wszystko robi wrażenie dbałości o szczegóły. Na wysokim i rozległym wzgórzu wznosi się nad miastem zamek Zakonu Inflanckiego. Jest udostępniony do zwiedzania i warto to zrobić. Z murów rozciągają się rozległe i urozmaicone widoki, w odrestaurowanych częściowo wnętrzach są bogate zbiory replik różnorodnej średniowiecznej broni (można zdejmować ze ścian i fechtować, albo przymierzyć z łuku czy kuszy). Na koniec warto wspomnieć o zamkowej gastronomii, gdzie serwują niezłe potrawy o cenach dość umiarkowanych. (J.K.) Na tym samym wzgórzu co zamek postawiono olbrzymi pomnik tura, który jest symbolem Rakvere. Jego wizerunek zdobi też w sklepach butelki z doskonałą lokalną nalewką, niestety w innych miastach niedostępną. (J.K.) W centrum miasta działa punkt informacji turystycznej, gdzie można zaopatrzyć się w przewodniki, mapy, albumy. Wiele map i folderów jest bezpłatnych. Po trzygodzinnym postoju w Rakvere jedziemy dalej, w kierunku Parku Narodowego Lahemaa. Prażymy się w słońcu, co dobrze wpływa na humory całej ekipy wędrowców. Docieramy do położonego na uboczu pałacu w Palmse 4). Udaje nam się zwiedzić go na bilety rodzinne. Wnętrza rekonstruowane, nie robią wielkiego wrażenia. Ale za to otoczenie pałacu wprawia nas w zdumienie. Park, ogrody, szklarnie, stawy, zabudowania gospodarcze – wszystko wspaniale wkomponowane w krajobraz. Budynki odnowione, teren uporządkowany, widać rękę gospodarza. To miejsce mogę z czystym sercem polecić każdemu, kto wybiera się do Estonii. Jedziemy dalej przez Park Narodowy Lahemaa 5) wąską i krętą asfaltową drogą co chwila opadającą stromo w dół by po chwili wznieść się w górę. Powoli zbliża się wieczór. Docieramy nad morze, które w tym miejscu nie bardzo wygląda jak morze, raczej jak jezioro. Trzciny, głazy, spokojna woda (prawie słodka), horyzont zamknięty wyspami i cyplami. Znajdujemy wspaniały cypelek zamknięty szlabanem, który na szczęście da się unieść. Autokar z wszystkimi gratami wjeżdża na teren biwaku, namioty rozbijamy 10 m od brzegu morza. Miejsce biwakowe przedniej jakości (mieliśmy po prostu fart), cisza, wokół las, droga asfaltowa, kilka zabudowań letniskowych, skąd można wziąć wodę pitną. Zachodzące słońce maluje na tle natury cudowne barwy. (J.K.) Wieczorem spacer ku najbardziej na północ położonemu punktowi Estonii. Potem ognisko do późnych godzin nocnych. Romantyczna noc na odludziu, a jednak w Europie.
17 sierpnia, wtorek - Kolga - Viru raba - Jägala juga - Maardu- Saha - Keila-Joa - Jägala juga W nocy zaczęło padać, krótka chwila przerwy w opadach nie pozwoliła nam wysuszyć namiotów. Trudno, pakujemy wilgotne sypialnie i tropiki osobno i próbujemy zrobić śniadanie i zjeść je pomiędzy kroplami deszczu. Ruszamy przed siebie dopiero o 9.30, a deszcz towarzyszył nam będzie prawie przez cały dzień. Nadal w padającym, czasem nawet lejącym solidnie deszczu jedziemy na zachód. Docieramy do posiadłości w Koldze 6). Ciekawie wygląda to zwłaszcza na widokówce z widokiem z lotu ptaka. Drugi cel dzisiejszego zwiedzania robi olbrzymie wrażenie. To bagno Viru raba w Parku Narodowym Lahemaa. Wysiadamy wszyscy z autokaru na początku szlaku przez bagna. Chwile idziemy ścieżką przez las, a następnie wkraczamy na prawdziwą ścieżkę przez torfowiska, moczary i jeziorka. Ścieżka, to trzy deski ułożone jedna obok drugiej, co 1,5 m w poprzek podparte belkami. Pada deszcz, ale mimo to idzie się jak w bajce, wokół czerwienie, brązy, zieleń, błękit i szarość. Cudowne zanurzenie się w krajobrazie surowej europejskiej północy. W połowie szlaku drewniana wieża widokowa, skąd rozciąga się wspaniały widok na rozległe torfowiska. W pewnym momencie szlak przechodzi nad jeziorkiem, nad którym urządzono punkt widokowy i postawiono ławki. Wszystko pięknie utrzymane robi na wszystkich wielkie wrażenie. Docieramy do końca szlaku przez bagna, czeka tam nasz autokar. Na początku i końcu szlaku toalety, to też symptomatyczny widok w Estonii.W ogóle toalety są w wielu miejscach przeznaczonych dla turystów, nawet w głuszy leśnej, daleko od siedzib ludzkich. Jedziemy dalej na zachód w kierunku Tallina. Dwupasmowa droga, wygodna i dobrze utrzymana. Skręcamy nieco w bok i za chwilę zatrzymujemy się nad wodospadem Jägala juga 7). Coś niesamowitego, wygląda to tak, że cała rzeka Jägala, szerokości Pilicy w Białobrzegach, spada nagle 7 metrów w głęboki kanion i przeistacza się w rwącą, górską rzekę. Nad rzeką wspaniałe miejsce biwakowe, łączka, drzewka, cisza. No i parking dla samochodów, widać, że miejsce cieszy się popularnością. Zrobiliśmy wiele ciekawych zdjęć, śmiałkowie przechodzili nawet dołem pod nawisem skalnym, kryjąc się za kurtyną spadającej wody. Ruszamy dalej, to już bezpośrednie okolice Tallina. Docieramy do Maardu 8) z pięknym pałacem w niemniej pięknym parku. Trafiamy na przygotowania do bankietu, pora więc wycofać się dyskretnie do autokaru. Pochodząca z XV w. kaplica w Saha jest kolejnym interesującym miejscem które odwiedzamy. Jest jednym z najwcześniejszych chrześcijańskich obiektów umacniania nowej wiary w Estonii. (J.K.) Omijamy Tallin obwodnicą od południa, jedziemy nad morze na zachód od stolicy. Docieramy do miejscowości Keila-Joa 9). Wszyscy wysiadamyz autokaru, ale leje jak z cebra, więc nad wodospadem na rzece Keila reprezentuje mnie część grupy, a ja siedzę sobie pod daszkiem marketui kontempluję smutną, deszczową rzeczywistość. Stąd tylko krok na wybrzeże Bałtyku, tym razem zatrzymujemy się na wysokich klifach, pod nami rumosz skalny i szum rozbijających się o nie fal morskich. Wracamy znaną obwodnicą Tallina, po drodze nie ma dobrych miejsc biwakowych, a zaczyna nam się nieco spieszyć. Lądujemy ponownie nad wodospadem Jägala juga, rozbijamy namiot na mokrej od deszczu łączce. Będzie to nasz dom na najbliższe trzy noce. Nie mamy wody, wybieram się więc w podróż krajoznawczą szutrową drogą dojazdową. Trafiam na gospodarstwo, gdzie przed drzwiami karnie czeka kilka osób z naszej grupy. Nie tylko ja wpadłem na pomysł uzupełnienia wody właśnie tutaj. Przemiła gospodyni i jej dzieciaki zgadzają się opóźnić nieco swój wyjazd do Tallina i zaspokoić nasze pragnienie. Dzisiaj nie ma ogniska, wszyscy chowają się przed deszczem do namiotów i zapadająw utęskniony sen.
18 sierpnia, środa - Jägala juga - Tallin - Jägala juga Rano należy koniecznie się nieco podsuszyć, ale i tak namiot wilgotny ląduje w lukach autokaru. Wyjazd o 9.30 piękną, dwupasmową szosą do Tallina. Po drodze nowoczesne zabudowania przemysłowe, centra handlowe, osiedla mieszkalne. Samochodów dużo, zdecydowana większość nowa i droga, nie tylko mnie zastanawia skąd Estończycy mają tyle pieniędzy. Zatrzymujemy się w na przedmieściach stolicy, wokół lasy. Przed nami wieża telewizyjna, prawie wszyscy decydujemy się zainwestować we wjazd na wysokość 170 m aby podziwiać widok miasta i morza. Platforma widokowa obejmuje też restaurację, ale chętnych brak, gdyż barierą są wysokie ceny. Za to widoki zapierają dech w piersiach. Po opuszczeniu wieży mamy trochę wolnego czasu, wybieramy się więc małymi grupkami na pobliski cmentarz 10) i do Ogrodu Botanicznego 11). Zostawiamy na jedną dobę przyczepę z kajakami na kempingu pod wieżą telewizyjną i jedziemy do dzielnicy wypoczynkowej Pirita 12). Tam trochę czasu na zwiedzanie portu jachtowego i rzucenie okiem na ruiny klasztoru brygidek. Od ujścia Pirity jedziemy nad Zatoką Tallińską obserwując wędrówkę fantastycznych chmur i wyłaniające się coraz bliżej wieże malowniczo górujące nad Starym Miastem. (J.K.) Autokar parkuje pod dworcem kolejowym, a cała nasza grupa udaje się na zwiedzanie miasta. Mamy dużo czasu, a jest co zwiedzać, bo starówka tallińska 13) dzieli się na Dolne i Górne Miasto. Zabudowa i stopień zachowania budynków robią duże wrażenie. Widać, że konserwatorzy zabytków nie próżnowali. Szukamy jednak czegoś na zęba, ale nie w postaci restauracji czy baru. I tu niemiła niespodzianka, na starówce w ogóle nie występują sklepy spożywcze, trzeba wyjść poza mury, aby trafić na mały market. Potem jest czas i siły na zwiedzanie Starego Miasta - na początek Górne, a potem Dolne. Zmienność wrażeń i pogody jest wręcz niesamowita. Z tarasów w Górnym Mieście rozciągają się cudowne widoki na port i Dolne Miasto. Rozpoczyna się szał fotografowania, kontynuowany w dniu następnym. Miasto pełne turystów z całego świata, najwięcej jednak Finów oraz zaskakująco dużo Włochów. (J.K.) Wracamy tą samą drogą nad wodospad Jägala juga. Komary atakują lotem koszącym, nawet dym ogniska nie pomaga za wiele. Siedzę przy ogniu do pierwszej w nocy, wielce nastrojowe klimaty, wspomnienia, szum wody, ciepła, pogodna noc.
19 sierpnia, czwartek - Jägala juga - Tallin - Jägala juga Rano zostawiamy namioty nad wodospadem pod opieką jednego z kierowców i niedysponowanej koleżanki. Reszta grupy jedzie do Tallina. Tym razem zaczynamy od nadmorskiej dzielnicy Kadriorg, w której położony jest pałac 14) o tej samej nazwie. Nie decydujemy się na zwiedzanie wnętrz pałacowych, co pozwala nam przespacerować się parkiem nad morze, gdzie zbudowano wielki pomnik poświęcony ofiarom katastrofy morskiej rosyjskiej kanonierki „Rusałka” pod koniec XIX wieku. Spod pomnika widać wchodzące do portu tallińskiego olbrzymie promy i szybkie wodoloty z Helsinek. Ci, którzy zdecydowali się na zwiedzanie nie żałują - Sala Reprezentacyjna jest najpiękniejszym rokokowym wnętrzem jakie w życiu widziałem. (J.K.) Przejeżdżamy przez centrum miasta na jego zachodnie przedmieścia, gdzie zwiedzamy położony nad morzem skansen budownictwa ludowego Rocca al Mare. Całość podzielona jest na części poświęcone poszczególnym regionom Estonii. Wracamy w okolice dworca kolejowego i znowu wałęsamy się po mieście. Tym razem wybieram kierunek odwrotny niż wczoraj, dajemy sobie spokój ze starówką, chcemy zobaczyć nowoczesne śródmieście i port. Obserwujemy krzątaninę w porcie, co chwila cumuje jakiś prom w którymś z czterech terminali. Finowie kierują się do ogromnego hipermarketu, gdzie hurtowo zaopatrują się w alkohol, który jest tu kilkakrotnie tańszy niż w Finlandii. Siedzimy sobie na ławce w porcie ponad godzinę, czas mija leniwie na konsumpcji artykułów spożywczych made in Estonia. Powtórne zwiedzanie Starego Miasta (tym razem zaczynamy od Dolnego Miasta) pozwala na mozolne płatne wejścia na kolejne wieże i oglądanie Starówki z lotu ptaka. W kolejności są to: wieża kościoła Św. Olafa (w swoim czasie była jeszcze wyższa, co pozwoliło jej nosić miano najwyższej budowli Europy), przypominająca minaret wieża ratusza oraz na koniec wieża Pikk Herman (Długi Herman) w Górnym Mieście. Wejścia na wieżę kościoła Św. Mikołaja w Dolnym Mieście oraz wieżę katedry w Górnym Mieście nie były możliwe. Reasumpcji wrażeń dokonujemy spokojnie pijąc kawę w lokalu usytuowanym na murach obronnych w sąsiedztwie tzw. Ogrodów Duńskiego Króla. Przy okazji obalony zostaje mit o małym temperamencie Estończyków - młoda para trwała w nieprzerwanym pocałunku ponad 30 minut. Na koniec zwiedzania nie mogliśmy nie zawitać do Zaułka Katarzyny - chyba najbardziej charakterystycznego fragmentu Dolnego Miasta. (J.K.) W drodze powrotnej rzucamy pożegnalne spojrzenie przez Zatokę Tallińską na majaczącą w oddali Starówkę, zabieramy z campingu pod wieżą telewizyjną przyczepę z kajakami i wracamy na piękny biwak nad wodospadem, gdzie namioty stoją jak stały, ulga. Noc zapowiada się piękna, gwiazdy wesoło mrugają, woda spada z progu skalnego i hukiem przypomina o istnieniu wodospadu.
20 sierpnia, piątek - Parnawa - Gauja na Łotwie No i pożegnanie z Estonią. Pakujemy nasz dobytek do autokaru i ruszamy w drogę. Wodospad żegna nas piękną pogodą. Jedziemy obwodnicą Tallina i docieramy drogą Via Baltica do Parnawy 15) (Pärnu) nad Zatoką Parnawską. Mamy kilka godzin wolnego czasu, poświęcamy go na zwiedzanie uroczego nadmorskiego kurortu. Docieramy na plażę, morze tutaj płytkie, trzeba się pofatygować kilkaset metrów w głąb zatoki, aby woda sięgnęła pasa. Siedzimy na ciepłym piasku, wokół spokój piątkowego popołudnia. Zaczyna padać kiedy wsiadamy do autokaru. Zmierzamy w kierunku granicy z Łotwą, przekraczamy ją w strugach deszczu i drogą nadmorską przez Salacgrvę i Saulkrasti docieramy nad Gauję, gdzie w odludnym miejscu po sosnami rozbijamy namioty (przed siedmioma laty spędziłem w tym miejscu 4 noce (J.K.)). Słychać pociągi przekraczające mostem Gauję. Jechałem jednym z tych pociągów przed rokiem... Padający rzęsisty deszcz niweczy zaplanowany wieczór kapitański przy ognisku. Jaka szkoda. (J.K.)
21 sierpnia, sobota - Ryga Całą noc padał deszcz. W końcu mu się znudziło i ranek powitał nas przejaśnieniami. Trochę podsuszyliśmy namioty, zjedliśmy ostatnie śniadanie podczas wyjazdu i o 9:30 ruszyliśmy do Rygi. W Rydze niespodzianka dosyć niemiła, znane nam już doskonale miejsce parkingowe pod zamkiem zamknięte przez policję. Na rzece odbywają się bowiem zawody motorowodne. A to pech, trzeba długo jeździć po mieście, aby znaleźć miejsce, w którym mógłby zatrzymać się autokar. W końcu stajemy na bulwarze nad Dźwiną. Dzwonię do Mariny, mojej znajomej Rosjanki mieszkającej w Rydze. Umawiamy się na spotkanie w kompleksie restauracyjnym Lido. Mamy więc kilka godzin czasu, poświęcamy je na zwiedzanie miasta, robienie zakupów w halach handlowych, dawnych hangarach sterowców Zeppelin. Szczególnie fascynuje nas bogaty wybór produktów nabiałowych i różnorodność serów. Nie omieszkaliśmy zakupić kilka rodzajów serów, są dosyć tanie, a na oko różnią się od tych, które są dostępne u nas. Samo miasto jest mi już znane, ale chcę go jeszcze raz zobaczyć. W końcu jedziemy tramwajem w okolice Lido. Spotykamy się z Mariną, trzeba wytężyć wszystkie siły i rozmawiać po rosyjsku. Po obiedzie Marina zabiera nas swoim samochodem terenowym do Jurmali, wielkiego i znanego letniska nadmorskiego na zachód od Rygi. Piękną dwupasmową szosą docieramy do tej miejscowości, do której wjazd kosztuje 1 łata. A tam bogate wille, skromne, drewniane domki, cisza i spokój. Jurmala dzieli się na kilka części, niektóre z nich są szczególnie chętnie nawiedzane przez gości i letników. Tam koncentruje się życie nocne miasteczka. Jest to już mój dziesiąty pobyt w Rydze w ciągu ostatnich 8 lat, ale za każdym razem odkrywam coś nowego. Tym razem wędrujemy sobie niespiesznie po Starówce, która w porównaniu z Tallinem jest lepiej wkomponowana w pozostałą część miasta i nie sprawia wrażenia skansenu. Po raz pierwszy mamy okazję zwiedzić wnętrza odbudowanego przed kilku laty imponującego Domu Czarnogłowych i podziwiać po przeciwległej stronie placu świeżo odbudowany ratusz. (J.K.) Powrót w upale, z Mariną jeszcze chodzimy sobie po Rydze, robimy ostatnie zakupy w okolicach targu koło dworca kolejowego. Odjazd o 19:00 i żegnając się z Mariną żegnamy Łotwę i jedziemy prosto do Polski. Po drodze realizujemy plan przełożonego z wczoraj „wieczoru kapitańskiego”, więc atmosfera w autokarze śpiewająco-gorąca i wszyscy zadowoleni wracamy do Warszawy, gdzie docieramy w niedzielę rano.
Treść - Wojciech Federowicz Uzupelnienia i redakcja techniczna - Jan Kramek wersja z dnia: 25.12.2004
----------------------- Pełna wersja zawierająca przypisy jest w załączonym dokumencie do pobrania: Relac_2004_5a.pdf
|
|
||
|