Kajakowe Eldorado

Archiwum imprez | 2004 | 2. VII Nadbałtycka Wiosna

Prowadzący: Jan Kramek
Termin: 5 - 13.06.2004
Kraje: Łotwa - Vidzeme
Trasa: rzeki Tirza i Gauja od Grote do Gaujieny

Część rekonesansowa

Rzeka Tirza.

Refleksje prowadzącego

Spóźniliśmy się półtora roku z odwiedzeniem Cesvaine, gdzie wspaniały zamek mogliśmy obejrzeć niestety dopiero po pożarze. Ale obiad na wstępie zjedliśmy niczego sobie chroniąc się w cieniu przed upałem.

Tirza okazała się rzeką bardzo ciekawą i interesującą. Niestety zostały odbudowane dwa sztuczne spiętrzenia, gdzie wzniesiono dwie niewielkie elektrownie wodne i poniżej drugiej z nich górski miejscami odcinek rzeki bywa prawie całkowicie pozbawiony wody i zamiast ciekawego płynięcia mamy pierwszą próbę charakteru. Druga próba, dla przerzedzonej już do połowy grupy, rozpoczęła się poniżej mostu na drodze P27 łączącej Smiltene i Gulbene. Na odcinku niespełna 5 km mieliśmy do pokonania 7 imponujących rozmiarami zwałów drzew, tak gęsto zbitych (na szczęście), że kajaki można było przez nie przeciągnąć. Przy tej okazji niektórzy skąpali się w ubraniach po szyję, ja zaś „złapałem zająca”, po którym „lizałem rany” dobre kilka miesięcy. Najkrótszy ze zwałów liczył 10 m, zaś najdłuższy 40 m długości. Kilka dodatkowo zwalonych drzew na bystrym nurcie już w tej sytuacji nas nie zadziwiło. Nie spotkałem do tej imprezy tak imponujących zwałek (co się na nich dzieje przy powodziowej wodzie można sobie tylko z grubsza wyobrazić), a później mogła im dorównać (o ile nawet nie przewyższyć) jedynie zwałka przy ujściu rzeki Vija do Gauji, oglądanaw sierpniu 2007 r.

Po spłynięciu pierwszych łatwych bystrz na Gauji rozglądałem się uważnie dookoła i nie mogłem po 7 latach poznać tej rzeki. Porastające jej brzegi liczne czeremchy zostały chyba kolejny już rok zaatakowane przez szkodniki. Obrazu zniszczenia dopełniły niedawne wylewy Gauji. W rezultacie przez 24 km, aż do pierwszego nad tą rzeką biwaku, zamiast pięknego i tajemniczego jak przed laty otoczenia rzeki, mieliśmy niespecjalnie ciekawe brzegi – tak to już jest ze wszystkimi powrotami. Na szczęście dalej Gauja nic nie straciła ze swojej atrakcyjności i musiałem przyznać, że tylko niektóre jej fragmenty rozpoznawałem bez trudu, a miejsca lądowania na prawym brzegu przy Gaujienie o mało nie przegapiłem pomimo tego, że byłem tu jeszcze w 2001 r.

Programem krajoznawczym realizowanym przez dwa dni powrotu do Polski wszyscy byli bardzo usatysfakcjonowani. Zwiedziliśmy, Araiši, Cēsis (Kieś, Wenden), kilkunasto-kilometrową dolinę Amaty (coś pięknego) od szosy pskowskiej, Bauskę i Birże (już na Litwie). Więcej szczegółów w zamieszczonej relacji.

Dla mnie osobiście impreza ta stanowiła pewną cezurę. Gdzieś chyba na koniec spływu, w Gaujienie, znalazłem się we własnym przekonaniu psychicznie poza imprezą. Podobno nie było to zauważalne dla pozostałych, ale wyskoczyłem niejako z poczucia wypoczynku totalnego i takiegoż luzu, w które przy każdorazowym wyjeździe zanurzałem się bez reszty, a wynurzałem dopiero po powrocie. Od tamtej pory, z małymi fragmentami imprez, nic już nie było dla mnie takie jak przedtem, więc uzyskiwana totalno-wypoczynkowa wartość dodatkowa pozostawała stosunkowo niewielka. Wielka szkoda po prostu.

Po spływie jak zwykle rozszerzono i uzupełniono opisy tras.

Ostatnia modyfikacja: 2009-05-03
2004_02_001_m1 2004_02_007_m1 2004_02_016_m 2004_02_019ag_10_m 2004_02_024_m2 2004_02_042_m2 2004_02_047_m1 2004_02_056_m1